Kongres Kultury Pomorskiej, Kultura na wsi [relacja]

Kongres Kultury Pomorskiej, Kultura na wsi
7 kwietnia 2017, godz. 10.30, Kaszubski Uniwersytet Ludowy w Wieżycy
Prowadzący: Violetta Tkacz-Laskowska 

Violetta Tkacz-Laskowska, Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Rozmawiając o kulturze na wsi pomorskiej, postaramy się zwrócić uwagę na jej nieoczywistość i różnorodność. Pomorze to region bardzo zróżnicowany kulturowo. Obok obszarów mocno osadzonych w tradycji, głównie w kaszubszczyźnie, są też obszary o przerwanej ciągłości kulturowej. Kultura czerpie nie tylko z rdzennej tradycji czy wyobrażenia o niej, ale także ze współczesności, pop kultury, kultury masowej i tradycji ludności napływowej. Kultura na wsi to nie tylko folklor, a kiedy o nim mówimy, warto się zastanowić, ile jest prawdziwego folkloru a ile sztucznie animowanego folkloryzmu. Kultura jest żywa, zmienna i ma wpisany mechanizm samoregulujący.

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

Tomasz Siemiński, dyrektor Muzeum Zachodniokaszubskiego

Uczono nas, że etnolog i etnograf powinni przyglądać się kulturze, a nie manipulować nią. Zdarza się oczywiście, że jesteśmy animatorami, ale według mnie powinniśmy być obserwatorami, a nie aktorami na scenie kultury.

Duża część Pomorza pozbawiona jest ciągłości kulturowej, nastąpiła całkowita wymiana ludności. Dawna kultura tradycyjna, ludowa, jest rozdziałem zamkniętym. Trwała do lat 50. XX wieku Zastanawianie się, co jest zgodne z tradycją a co nie, jest zajęciem nieco jałowym. Zaginęły narzędzia, formy obrzędowe, pojawiają się w kulturze rzeczy nowe, które nie mają korzeni w tradycji.

Kultura ma mechanizmy samoregulujące, zwalczanie disco polo jest skazane na porażkę, ludzie sami weryfikują zjawiska, tworzą lub przyswajają, co im bliskie lub potrzebne.

Violetta Tkacz-Laskowska

Z jakiej tradycji czerpać? Czy uprawnione jest rozciąganie kultury kaszubskiej na tereny, na których Kaszubów dzisiaj nie ma? Czy nie lepiej czerpać z tradycji pomorskich, dziś zapomnianych lub tradycji przyniesionych przez osadników? I wreszcie: czy w ogóle z tej tradycji należy czerpać, czy powinno się tworzyć coś zupełnie nowego?

Jaromir Szroeder, Muzeum Zachodniokaszubskie

Przekaz ustny pieśni funkcjonujących na kaszubskiej wsi został przerwany. To, co powstało po wojnie, było raczej stylizacją, wyjściem naprzeciw zapotrzebowaniu na kaszubszczyznę. Wydarzeniem, nie tylko dla mnie, było odnalezienie przechowywanych w Zbiorach Fonograficznych Instytutu Sztuki PAN najstarszych zachowanych nagrań dźwiękowych dokonanych na Kaszubach tuż po drugiej wojnie światowej (w grudniu 1945 r.), a także w ramach ogólnopolskiej Akcji Zbierania Folkloru Muzycznego. Na bazie tych archiwaliów zbudowaliśmy projekt Cassubia Incognita, którego celem jest popularyzacja i rewitalizacja dawnej kultury kaszubskiej, zwłaszcza języka kaszubskiego. Dzięki porozumieniu Instytutu Sztuki PAN (ISPAN) i Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie powstała płyta „Cassubia Incognita” zawierająca nagrania zrealizowane przed ponad pół wiekiem. Po raz pierwszy archiwalne utwory stały się ogólnodostępne. Tym samym wydane przez ISPAN w l. 1997-1998 trzytomowe dzieło „Kaszuby” pod red. prof. Ludwika Bielawskiego – antologia muzyki kaszubskiej oparta na zgromadzonej w tejże instytucji dokumentacji dźwiękowej, zyskało cenne uzupełnienie w postaci nagrań muzycznych. Digitalizacja objęła 98 zabytków muzycznych. To wyjątkowy materiał, bo powstał z duszy i serca, a nie dla funkcjonowania jakiegoś zespołu lub pomysłu. Rozwinięciem projektu jest m.in. Festiwal Cassubia Cantat, organizowany co roku w Bytowie od 2010 roku. Zawiera on część koncertową i konkursową. Zespoły biorące udział w konkursie interpretują utwory z płyty „Cassubia Incognita”, od roku 2011 wydawana jest płyta z utworami prezentowanymi podczas festiwalu.

Efekty tych działań są konkretne i zaskakujące – dawna muzyka jest świetnie przyswajana przez współczesnych, staje się inspiracją dla muzyków, powstają nowe aranżacje. To jest rzadki dzisiaj przykład tradycji żywej. (Projekt Cassubia Cantat został zauważony także poza Bytowem – w tym roku uzyskał wyróżnienie w ramach Pomorskiej Nagrody Muzealnej – przyp. Red.).

Tomasz Siemiński

My i tak mamy wyjątkowo dobrą sytuację. W województwie zachodniopomorskim nie ma żadnych elementów tradycji, żadnych nawiązań do dawnej kultury tamtych ziem. Twórcy ludowi nawiązują do kultury… kaszubskiej! Nie tylko zresztą, bo mieszkańcy dzisiejszego województwa zachodniopomorskiego przybyli z wielu stron i miejsc. Powstają hybrydy kulturowe i nie powinniśmy tego krytykować, bo ta aktywność świadczy o żywotności kultury. Wycinanki łowickie pod Szczecinem? Proszę bardzo, jeśli będziemy mieli świadomość, że jest to zapożyczone, przejęte.

Violetta Tkacz-Laskowska

To kultura zlepieńca, powstaje nowa całość złożona z elementów pochodzących z różnych stron. Najprostsza definicja ludowości mówi, że ludowe jest to, co wynika z duszy ludzkiej – szczere, czasami bezkrytyczne, ale na pewno autentyczne.

Tomasz Siemiński

Nie pytajcie się etnografów, czy coś jest zgodne z tradycją czy nie. Róbcie, jak uważacie. Nie mamy na przykład wzorca kaszubskiego stroju ludowego. Rekonstrukcja prof. Stelmachowskiej z Torunia kompletnie się nie przyjęła. Strój uważany dzisiaj za kaszubski, zaprojektowany przez Franciszkę Majkowską, został zaprezentowany po raz pierwszy w roku 1911.

Irena Kulwikowska, dyrektorka Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach

Oferta na wsi musi być różnorodna. Nie przerażają nas problemy finansowe, szukamy partnerów wszędzie, tworzymy wspólnie aplikacje. Kiedy brakuje pieniędzy, trzeba wpaść na pomysł, użyć wyobraźni.

Marian Kowalewski, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Somoninie

Kultura musi być oparta na edukacji. Kiedy rozpadł się zespół Hopowianie, postanowiliśmy kontynuować ideę i założyliśmy nowy zespół folklorystyczny, tym razem oparty na młodych wykonawcach. Mali Hopowianie powstali w roku 2004, wyróżnia ich m.in. strój. Chcieliśmy, aby zespół występował w zupełnie innych strojach, szukaliśmy wzorca z przełomu XIX/XX wieku i znaleźliśmy, dzięki czemu Mali Hopowianie wyróżniają się a my wykonaliśmy przy okazji kawał dobrej roboty edukacyjnej.

Marek Byczkowski, dyrektor Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego

Postawa etnografa z Bytowa zupełnie mi nie odpowiada (uśmiech). Chciałbym, aby etnograf służył nam pomocą, by potrafił odpowiedzieć na pytania dotyczące tradycji i kanonu. Każdy oczywiście może sobie wybrać np. taniec lub strój, ale ważne, by wiedział, co jest autentyczne, co charakteryzuje kulturę danego regionu a co jest nowe, nabyte, zapożyczone.

Mówiąc o kulturze na wsi pomorskiej, chciałbym zwrócić uwagę po raz kolejny na edukację – szkolną i domową. Bez względu na to, jaka będzie reforma oświaty, musimy dbać o edukację kulturową. Brakuje nam jej na co dzień, zanika przekazywanie tradycji w rodzinie. Dbajmy o gospodarkę przestrzenną, nie zgadzajmy się na budowle kaszubskie w stylu „hellenistycznym”!

Henryk Soja, kierownik Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Na ziemi słowińskiej ciągłość kulturowa skończyła się ok. 1950 roku. Żyjących do tego czasu Słowińców wysiedlono lub sami wyjechali do Niemiec. Została kultura materialna, udało nam się uratować obiekty, zbudowaliśmy skansen. Brakowało nam w nim czegoś żywego, dlatego wpadliśmy na pomysł stałej imprezy. Istnienie w Klukach, aż do rozpoczęcia drugiej wojny światowej, mocno zakorzenionej tradycji wspólnego kopania torfu, zwanej Czarnym Weselem (Schwarze Hochzeit), stało się pretekstem do zorganizowania pierwszej imprezy plenerowej w Muzeum Wsi Słowińskiej. Czarne Wesele otwiera sezon turystyczny w Klukach od 1995 roku. Działaniem najważniejszym jest kopanie torfu. Sprawność kopaczy i wygląd równiutkich kostek zawsze wzbudzają powszechny aplauz. (Impreza Czarne Wesele uzyskała wyróżnienie w konkursie Ministerstwa Kultury na Wydarzenie Muzealne Roku w 1997 roku, w 2000 jej twórcy uzyskali nominację do Pomorskiej Nagrody Artystycznej – przyp. Red.). więcej tutaj

W ramach programu ministerialnego Ginące zawody staraliśmy się wykształcić własnych, lokalnych rękodzielników. Wspieramy się folklorem kaszubskim, pięknie rozwija się szkoła słupska haftu kaszubskiego i ceramika. Działa zespół Słowińcy, występujący w zrekonstruowanych strojach, przez pewien czas funkcjonował zespół w Smołdzinie. Asymilacja dawnej kultury, bez udziału jej nosicieli, nie jest zadaniem bezproblemowym.

Renata Knitter, prezes Stowarzyszenia Turystyki Wiejskiej Słowiniec w gminie Smołdzino 

Przyjeżdża coraz więcej turystów świadomych regionalnej tradycji. Staramy się, by pamiątki turystyczne z naszego regionu były autentyczne, to znaczy tworzone przez lokalnych rękodzielników i tożsame z tutejszą kulturą. W naszych kwaterach bazujemy na przepisach kuchni pomorskiej i recepturach rodzinnych. Z przykrością zauważamy, że coraz mniej młodzieży garnie się do nauki haftu.

Anna Kowalczyk, Gliniana Zagroda Pracownia Ceramiczna, wieś Czysta, gmina Smołdzino

Na wsi mieszkam od 12 lat, od 8 lat prowadzę działalność artystyczną i edukacyjną. Od dwóch lat robię wielkie, ceramiczne kury i rozdaję je za darmo pod warunkiem, że obdarowani będą je zawieszać na płotach. Powstaje może moda, może nawet rodzi się tradycja – na pewno spotyka się to z coraz większym zainteresowaniem.

Artur Zagozdon, prowadnik (przewodnik) turystyczny i choreograf zespołów dziecięcych, gmina Stężyca

Kultura na wsi to nie tylko instytucje kultury. Coraz więcej dzieje się oddolnie, na wsi coraz częściej osiedlają się artyści z miasta.

Obecna tu Sulina Borowska tworzy piękne wyroby ze szkła, Klukowa Huta staje się enklawą muzyczną. Na wieś przeniósł się znany rzeźbiarz Sławoj Ostrowski, aktywni są nowi, jak choćby Tadeusz Żyła z Czarnego czy Czesław Birr z Mściszewic, Paweł Nowak organizuje w Sulęczynie słynne już koncerty akordeonowe. Warto też wspomnieć o miejscach magicznych na Kaszubach (Węsiory, Odry). Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Węsiory prowadzi bardzo aktywną działalność. Poza instytucjami kultury dzieje się bardzo wiele, nie zapominajmy o tym.

Grzegorz Dąbrowski, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Studzienicach

Czy nie poszliśmy za daleko w udostępnianiu kultury bezpłatnie? Wszystko jest za darmo: koncerty, imprezy, warsztaty. Czy nie przesadziliśmy? W mieście tego nie ma.

Grzegorz Gurłacz, dyrektor Centrum Edukacji i Kultury w Damnicy

Powinniśmy się łączyć – to jest prawdziwe. Powinniśmy się dzielić – to też jest prawdziwe. Wystarczy tylko, byśmy przy jednym i drugim szanowali się, wtedy będzie wszystko dobrze. Powinniśmy tworzyć nową kulturę na bazie tego, co przywieźliśmy z naszych poprzednich ojczyzn. Trudniej macie Wy, Kaszubi. Jesteście w pewnym sensie obligowani tradycją i kanonem, choćby dotyczącym stroju. My, znaczy „przyjezdni”, takich zobowiązań nie mamy. Zamknięcie w kanonie odgradza nas od siebie. (…) Przestańmy wyszydzać disco polo, to fragment kultury ludowej. Zaakceptujmy to, wyluzujmy, nie snobujmy się…

Hanna Penk, Koło Gospodyń Wiejskich w Sławkach

Przeprowadziłam się z Gdyni. Ludzie na wsi wstydzą się swojej wiejskości. Nasze Koło powstało głównie dzięki inicjatywie kobiet z miasta. Namawiamy kobiety ze wsi, by nie wstydziły się swojej wyjątkowości, zwyczajów, wrażliwości, by nauczyły nas siebie.

Joanna Basiak, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Potęgowie

16 lat temu założyłyśmy zespół Wiśta wio. Na pomysł wpadł… dyrektor szkoły, który chciał wystartować w wyborach na wójta i chciał się wykazać, więc powstał zespół złożony z kobiet wiejskich.

Głos z sali

To jest pomysł! To jest rekomendacja! (śmiech)

Joanna Basiak

Była więc to sprawa „polityczna”. Wybory wygrał jednak starosta, potem nasz kolega, założyciel zespołu, postanowił założyć ośrodek kultury, w którym zostałam dyrektorem. Czasami i polityka może się do czegoś przydać.

Marek Byczkowski

Na Kaszubach mamy dużo osób, które przeprowadzają się z miasta na wieś. Często nie nawiązujemy z nimi kontaktu a wynika to z naszej kaszubskiej duszy, po prostu wytwarzamy bariery komunikacyjne. Wśród „przyjezdnych” jest wiele ciekawych osób, powinniśmy wykorzystywać ten potencjał w tworzeniu wspólnej kultury. Powinniśmy współpracować z miastem, zapraszać do nas, promować w mieście kulturę na wsi. Osoby z miasta są ciekawe wsi – wykorzystajmy to!

Głos z sali

Nie wstydźmy się.

Piotr Wyszomirski

Czy rzeczywiście mamy do czynienia z nadreprezentacją kaszubszczyzny na Pomorzu?

Zbigniew Babiarz-Zych, Naczelnik Wydziału Polityki Społecznej w starostwie słupskim

Tak to przez wiele lat odbierano na ziemi słupskiej, która ma korzenie kaszubskie, czego nie zauważano instytucjonalnie na poziomie województwa i kraju.

Violetta Tkacz-Laskowska

Mamy jednak do czynienia z pewną sztucznością. Najpierw kształci się nauczycieli języka kaszubskiego. Nauczyciele nie są zakorzenieni środowiskowo i muszą uczyć innych języka, którego wcześniej nie znali. Dodatkowo ich uczniami są najczęściej dzieci i młodzież, które nie są zainteresowane kulturą kaszubską. Po co to się robi?

Głosy z sali

Dla pieniędzy i to sporych. Rozmowa jest nagrywana, ale ja idę niedługo na emeryturę (śmiech).

Artur Zagozdon

To prawda, że język kaszubski bywa uczony tam, gdzie nie powinien być uczony. Powiedzcie mi, czy wszystkie ustawy w Polsce są idealne? To trzeba poprawić. Przez wiele lat Kaszubi byli pozbawiani swojej tożsamości i nie dziwmy się, że teraz, kiedy mogą głośno o niej mówić, ich głos jest tak mocno słyszalny. Co roku coraz mniej ludzi mówi po kaszubsku, język kaszubski jest wpisany na listę języków ginących.

Violetta Tkacz-Laskowska

Jeśli istnienie języka kaszubskiego ma zależeć od nauki w szkołach, to ten język zginie.

Joanna Orłowska, Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Regionu Słowińskiego „Kluka”

Kultura jest niezwykle upolityczniona. Prezydenci, burmistrzowie, wójtowie traktują często kulturę jako autopromocję. Ale nie zawsze, są też przykłady pozytywne. Decyzje kulturalne powstają w samorządzie, trzeba rozmawiać z lokalnymi politykami, uświadamiać ich, namawiać do spojrzenia prospołecznego a nie autopromocyjnego.

Czytaj więcej

Dodaj komentarz