Z recenzji Kaliny Zalewskiej na wortalu teatralny.pl:
Brzydkie kaczątko
Narratorka opowiadająca Brzydkie kaczątko Andersena, przepisane przez reżysera i Agnieszkę Kochanowską, występuje też w widowisku gdańskiej „Miniatury”, przygotowanym pod kierunkiem jej dyrektora, Romualda Wiczy-Pokojskiego. Współczesna wersja baśni, w której jest miejsce i na historię rozgrywaną w gospodarstwie, i na samotną wyprawę bohatera do podziemi, dzięki której dowiaduje się, kim nie jest i czego nie lubi, zbliżającą go zatem do rozpoznania własnej tożsamości – obfituje we współczesne skojarzenia, jak mecz piłki nożnej, związany z tym język i charakterystyczne określenia.
Przy tym, podobnie jak w rzeszowskim spektaklu, iluzja jest budowana i nieustannie podawana w wątpliwość, bo widzowie śledzą akcję na ekranie, a jednocześnie widzą siedzących przed nim aktorów, pochylonych nad ekranami projektorów, z których obraz rzutowany jest na duży ekran, i animujących maleńkie „ikony” znacznie większych na tym ekranie zwierząt i ptaków, będących bohaterami baśni. Technika zaczerpnięta z dalekowschodniego teatru cieni, ale i cała teatralna kuchnia, zostaje demonstracyjnie wysunięta na pierwszy plan, podobnie jak siedząca z boku aktorka prowadząca narrację. Na scenie widoczne są też takie zapierające dech urządzenia, jak maszyna do robienia wiatru czy arkusz blachy, z pomocą którego jedna z aktorek imituje odgłosy potężnej burzy. Trzeba było widzieć, jak po spektaklu, rzuciła się ku nim męska część młodszej publiczności. „Miniatura” niepierwszy raz odgaduje takie fascynacje: Fahrenheit o gdańskim naukowcu mieszającym w retortach rożne substancje stał się na Wybrzeżu przebojem ostatniego sezonu.
Za i więcej: teatralny.pl
Po premierze: „Brzydkie kaczątko” w Teatrze Miniatura
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.