Elżbieta Mrozińska z Teatru Miejskiego z Gdyni, Jacek Labijak z Teatru Wybrzeże i Irena Melcer znaleźli się w corocznym, wyczekiwanym subiektywnym spisie aktorów teatralnych Jacka Sieradzkiego.
Czytaj całość spisu za e-teatrem
Jacek Labijak [na fali]
Należy do znacznej liczby koleżanek i kolegów w zawodzie, których przez lata, mówiąc gombrowiczowsko, upupiały dziecinne warunki (wzrost, aparycja), ograniczając charakter powierzanych ról. Na wyrośnięcie z tak ciasnego emploi czeka się niekiedy latami; czy jego złowroga kukiełka upiornego belfra z nowego panopticum Janusza Wiśniewskiego, skonstruowanego z „Martwych dusz” i innych klasycznych tekstów, nie jest przypadkiem podświadomą zemstą na aktorskim losie? Żarty żartami, zagrał już mnóstwo dorosłych ról w gdańskim Wybrzeżu, a w kabaretowej „Wielkiej improwizacji” zdaje z powodzeniem egzamin z inteligentnego kontaktu z widownią.
Irena Melcer [nadzieje]
Wygrała Konkurs Aktorskiej Interpretacji Piosenki na XXXV Przeglądzie Piosenki Aktorskiej w gruncie rzeczy tym, że umiała finałową frazę utworu z repertuaru Tiger Lillies, brzmiącą literalnie „Na chuj ci ten mąż?”, wykonać filuternie, przewrotnie, pociągająco i zabawnie. Zatem udowodniła, że chamstwo nie ma swej siedziby w słowach, nawet i najbardziej nieparlamentarnych, a jedynie w umysłach tych, którzy nimi obracają. Politycy o mentalności kaprala z koszar, artyści, co rzucają mięsem w celach autopromocyjnych, przeciętni użytkownicy polskich tramwajów – wszyscy powinni się zapisać do kończącej właśnie warszawską szkołę aktorki na korepetycje. Tylko skąd mają wiedzieć, że właśnie tak byłoby przyzwoicie?
Elżbieta Mrozińska [na fali]
Teatr Miejski im. Gombrowicza w Gdyni, niehołdujący nowoczesnym prądom (ale organizujący coroczny R@Port) wziął na warsztat scenariusz „Joanny Szalonej; Królowej” Jolanty Janiczak, preparując zeń czystą fabułę o Joannie Kastylijskiej, a kasując dygresje, metakomentarze, wewnętrzne kwestionowania konwencji i sposobów mówienia o historii. Nie wyszło z tego zbyt udane dzieło (bo siła utworu jednak właśnie na tych wewnętrznych dygresjach polega), ale jej „królewska” rola, koturnowa, dramatyczno retoryczna, nieco deklamatorska, była – w ramach przyjętych, cokolwiek niedzisiejszych założeń – udana i konsekwentna a technicznie bezbłędna. Niemniej chyba lepiej się czuje w lżejszych formach, takich jak brawurowo szarżująca Zielona Gęś w widowisku według Gałczyńskiego sprokurowanym przez Jarosława Kiliana na bałtyckiej plaży w Gdyni Orłowie.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.