Wydawałoby się, że „Życia snem” nie da się popsuć. Kuba Kowalski starał się jak umiał w gdańskim Wybrzeżu, żeby arcydziełu Pedro Calderóna zrobić kuku: zmieniał płeć bohaterom, wciskał ich w ekran telewizora, wikłał w głupawe działania. Niemniej w chwilach, gdy do głosu dochodził oryginalny tekst – a dochodził choćby w monologach Sigismunda – głupstwo znikało, zostawały fundamentalne pytania egzystencjalne pięknie, czysto, logicznie mówione. Życzyć aktorowi – i jego koleżankom i kolegom – wypada skutecznego przeczekiwania spazmatycznych napadów inwencji reżyserów. Nie zawsze się to udaje; z występu w zabełtanym do imentu „Michaelu J.” Wiktora Rubina już kompletnie nie ma czego zbierać.
Źródło: Jacek Sieradzki, XXI Subiektywny spis aktorów teatralnych www.e-teatr.pl
Strona aktora na stronie Teatru Wybrzeże
Zdjęcia ze strony Teatru Wybrzeże
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.