„Medea” w Oknie

medea13 października o godz. 20 w Teatrze w Oknie odbędzie się monodram „Medea” w reżyserii Eweliny Marciniak, w wykonaniu Juli Wyszyńskiej, aktorki Teatru Polskiego w Bydgoszczy.

 

Spektakl otrzymał Grand Prix  Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego w roku 2011.

„Chciałam zrobić z siebie kobietę. Kobietę twoich pragnień. To musi być w zasięgu mojej mocy. Czarodziejka Medea. Godzina dziennie w fitness clubie powinna chyba wystarczyć? Raz w tygodniu masaż. No i oczywiście dieta. Dwa małe posiłki dziennie. Tabletki odchudzające. Jogging. Z każdym dniem coraz dłużej. Eliminacja zmęczenia. Bieganie. Praca. Seks. Maksymalna wydajność. Dwadzieścia cztery godziny na dobę. Potem, może to docenisz? Bieganie. Praca. Seks. Bez zadyszki. Coraz sprawniej. Widoczny efekt. Ciało, w które się inwestuje. Najlepsza inwestycja na przyszłość. Wbrew wszystkiemu. Ciało przeciwstawione starości. Zatrzymane w punkcie granicznym własnego rozwoju. Potem, może być już tylko gorzej. Nie wolno się zagapić.” (fragment spektaklu)
„Medea w spektaklu Marciniak to głęboko poraniona kobieta. Początkowo próbuje znaleźć swój sposób mowy, co w pierwszym wrażeniu przywołuje „Bachantki” Warlikowskiego i narodziny boga poprzez język, jak również nakłada na bohaterkę pewien filtr, przez który obserwujemy jej postać. Określony sposób posługiwania się językiem, wybrany spośród innych potencjalnych językowych dyskursów, decyduje o tym, jaką Medeę będziemy oglądać.

Od samego początku Medea silnie jest powiązana ze swoim ciałem. Wygina się, biega, dba o sylwetkę, stara się przypodobać. Kuse ubranie, mocny makijaż, wysokie szpilki dosadnie zaznaczają jej kobiecość. A więc Medea-kobieta. Następnie Medea-żona. Medea-żona zdradzona. Medea-cierpiąca. Medea… Każdą z tych potencjalności wyraziście wygrywa Julia Wyszyńska, by po jakimś czasie gwałtownie ją porzucić, ujawniając tylko jej ewentualność. W ten sposób zakończy również swoje przedstawienie, w którym nie wyjdzie do oklasków – wszystko przecież było zaledwie aktorską fikcją, próbą nakreślenia tego, czego jednoznacznie pokazać się nie da.

Medea przechodzi przez kolejne stadia – od kobiety szukającej siebie, pewnej, po zdradzoną i zdesperowaną – silnie posługując się atrybutami kobiecości. Mocny makijaż i perfekcyjnie pomalowane usta, z których wyłania się szeroki uśmiech, po jakimś czasie rozmywają pot i łzy. Z bezsilności Medea drze rajstopy, odzwierciedlając zadany na jej osobowości gwałt i odsłaniając tym samym obite kolana. Pocałuje dłonie, na których mocna szminka odciśnie się niczym stygmat. Makijaż okaże się więc piętnem. Każdy z tych drobnych elementów można traktować jak symboliczną i manifestacyjną wykładnię postaci. Marciniak dokonuje swoistej egzegezy mitu.” (Magdalena Urbańska, Dziennik Teatralny)

Dodaj komentarz