Termin: 8.11.2025, godz. 19.00
Miejsce: Opera Bałtycka
Kierownictwo muzyczne: Yaroslav Shemet
Reżyseria: Jerzy Snakowski
Scenografia i kostiumy: Joanna Borkowska
Choreografia: Bartosz Dopytalski
Obsada:
Miecznik: Stanislav Kuflyuk/Jan Żądło
Miecznikowa: Katarzyna Hołysz/Joanna Rudnicka
Hanna: Joanna Kędzior/Aleksandra Kubas-Kruk
Jadwiga: Anna Bernacka/Iwona Wall
Damazy: Łukasz Ratajczak/Jacek Szponarski
Skołuba: Jakub Szmidt/Aleksander Teliga
Stefan: Stanisław Napierała/Arnold Rutkowski
Zbigniew: Rafał Pawnuk/Filip Rutkowski
Maciej: Bartłomiej Kłos/Michał Kutnik
Cześnikowa: Karolina Sikora/Elżbieta Wróblewska
Cześnikówna: Maja Boulton/Klara Pieczonka
Marta: Marzena Ostryńska/Monika Sendrowska
Grześ: Wojciech Winnicki/Bartosz Żołubak
Orkiestra, chór, balet Opery Bałtyckiej
Straszny dwór Stanisława Moniuszki – operowe Wesele, selfie nas – Polaków. W zamierzeniu Moniuszki dzieło, które miało podtrzymać na duchu, pielęgnować zagrożoną narodową tożsamość, głośnym forte wyśpiewać „jeszcze nie zginęliśmy”. Jak Mickiewicz w Panu Tadeuszu, kompozytor tworzy operowy poemat dygresyjny, w którym akcja – łamanie kawalerskich ślubów, jest tylko pretekstem do zbudowania pokrzepiających obrazów z wyidealizowanej przeszłości. A wszystko to nieco w duchu komedii Fredry.
Jak Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”, kompozytor tworzy operowy poemat dygresyjny, w którym akcja – łamanie kawalerskich ślubów, jest tylko pretekstem do zbudowania pokrzepiających obrazów z wyidealizowanej przeszłości. Wszystko to nieco w duchu komedii Fredry. Nie brak tu jednak drobnych przytyków, jak choćby pokazania alkoholowego rozpasania polskiej szlachty – od początku do końca alkohol leje się tu szeroką strugą (no i zażywanie wyrobów tytoniowych!), sprawiając, że dzieło to winno być opatrzone klauzulą „18+”. W dniu prapremiery, gdy Rosjanie po powstaniu styczniowym próbowali zniszczyć nasz naród i stworzyć z nas obywateli podrzędnej kategorii, gloryfikacja dawnej Polski była czynem niezwykłej odwagi ze strony autorów i warszawskiego Teatru Warszawskiego, który był kolebką „Strasznego dworu”.
Pomimo ingerencji cenzury dzieło wywołało entuzjazm. Przerażony cenzor, zapewne bojąc się konsekwencji, po trzech spektaklach kazał przestać grać dzieło. Zobaczyło go wówczas w sumie jakieś 4 tysiące widzów. Ta paniczna reakcja świadczyła o tym, że dzieło było ważne, że jak lawa – pod skorupką komedii ukrywało żar. Pomimo, że widziało je niewielu – zapadło w pamięć. Bo było aktualne, bo mówiło o tym, co tu i teraz, bo śpiewało głośno o tym kim i jacy byliśmy.
Kusi mnie więc, by iść z duchem dzieła – pod pozorem kolorowego obrazka pokazać, to co boli. A co boli mnie? Pogarda. Poczucie wyższości tych, którym my sami, a czasem po prostu los, dał coś więcej, a co niekoniecznie służy nam wszystkim – stanowiska, bogactwa, władzę. Pogarda wobec tego, co sam cenię – nauki, kultury, pracowitości. Pogarda tych, którzy z gębą pełną frazesów, manipulują innymi, wykorzystując swoją dominującą rolę, sprowadzając rolę przywódczą to budowania swojego ego i fortuny. Obrzydliwe! Zapewne wielu chętnie odczyta to przez pryzmat polityki i wojny polsko-polskiej. I słusznie. Choć zdaję sobie sprawę, że pogarda to przywara ogólnoludzka, a nie tylko polska. Ale ta polska jest mi najbliższa, bo odczuwam ją i jestem w stanie dojrzeć i poczuć jej fatalną siłę i skutki żyjąc na co dzień w Polsce i wśród Polaków. I sam nie jestem od niej wolny. Ale świat nie jest taki zły, niech no tylko zagrają mazura – tańca z pańskich dworów i wiejskich karczm – i dlatego zaczynam i kończę moją inscenizację idealistycznymi obrazami pokojowej wspólnoty. Pozwalam sobie w finale przywołać naszego geniusza – Adama Mickiewicza, który jak mało kto rozgryzł nas, Polaków i w finałowym mazurze przywołać jego apel z zakończenia „Pana Tadeusza” – „kochajmy się!”.
Moniuszce, Skłodowskiej-Curie, Sienkiewiczowi, Chopinowi, Paderewskiemu, Modrzejewskiej i innym z naszego narodowego panteonu, udało się uratować nas, naszą, tożsamość, godność i dobre imię Polaków. To ich osiągnięcia pozwoliły przetrwać ponad stuletni proces zabierania nam narodowej tożsamości i wspólnoty. Nie zmarnujmy tego przeciągając w nieskończoność zawarcie narodowego pokoju. Nie zmarnujmy tego, pogardzając innymi.
(Jerzy Snakowski, reżyser)
