Agata Duda–Gracz z myślą o Teatrze Muzycznym przygotowuje autorską sztukę, której prapremiera odbędzie się w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni Nowej Sceny.
Termin: 30.10.2015
Miejsce: Teatr Muzyczny
Bilety: 45-100 zł
Scenariusz, reżyseria, scenografia i kostiumy: Agata Duda – Gracz
Muzyka: Łukasz Wójcik
Ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
Reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
Obsada: Dorota Kowalewska, Aleksy Perski, Katarzyna Wojasińska, Renia Gosławska, Magda Kumorek, Rafał Ostrowski, Cezary Łukaszewicz, Jerzy Michalski, Marcin Słabowski, Mateusz Deskiewicz, Marta Kwiatkowska, Jan Napieralski, Wojciech Daniel. Krzysztof Suszek
Agata Duda – Gracz z myślą o Teatrze Muzycznym przygotowuje autorską sztukę, której prapremiera odbędzie się w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni Nowej Sceny. Spektakl poświęcony będzie postaci legendarnej Wilgefortis, brodatej kobiety, przedstawianej przez niektóre tradycje ludowe jako świętą. Reżyserka i scenografka w swojej pracy często sięga po metaforę, umiejętnie zamyka świat w przenośni. Łączy wyrazistą warstwę wizualną swoich przedstawień, do których zawsze przygotowuje także oprawę plastyczną, z aktorskimi emocjami. Od początku pracy w teatrze mierzy się z trudnymi tekstami i omija dramat najnowszy.
Nie ma zła w ogóle, nie ma dobra w ogóle. Nie ma ich, choć istnieją heroicznie tworzone opowieści o tym, by dało widzieć się świat wyraźny, możliwy do sprawiedliwej oceny. Świat niekoniecznie rozważany. Święty albo nikczemny. Albo inaczej – świat przepełniony świętością albo upadły ciężarem zła. Świetliście niebiański lub czerwony od krzywdy. Świat jak z obrazu, zatrzymanego w bezczasie momentu, który potrafimy opisać z dumną pewnością. Świat zapomnianych pytań dlaczego i prostych wytłumaczeń, wypowiadanych bez zawstydzenia raz po raz „bo tak”. Ale przecież jesteśmy jednak historią, nasze sądy, przeświadczenia są elementami jakiejś gigantycznej opowieści, w jakiej tkwimy, pragnąc nazywać nawet to, co niezrozumiałe. Opowieści o tym, co święte i martwe ale i bezpieczne. I o tym co złe, prześladujące ale i gwałtowne.
Do tego wierzymy, że nasze istnienie jest winą, bo zmienia, bo mozolnie zmaga się z napotykaną rzeczywistością, walczy z wszystkim, co śmiertelne, niszcząc to, co niebiańskie. Pożądamy świętości i doskonałości, jednocześnie z wrodzoną pokorą nie doceniając, że samo istnienie nasze jest wielkim darem. A przynajmniej istnieje możliwość by się nim stało. Tkwimy w poczuciu winy i wyobcowania wobec tych, których tą samą naszą historią nazwaliśmy świętymi. I układamy biedne nasze skalane winne losy.
Czy jednak zdarza nam zapytać się o to, co znaczy świętość. Zapytać bez lęku i uniżenia. Nawet szczerze zwątpić w katastrofalnie niedostępne określenie ‘świętości’. Jak można porównywać się do kategorii, o które nie pytamy, w które nie wątpimy.
Święci winni są naszych małostek, wyróżniani po to, byśmy w pełni wierzyć mogli w naturę grzechu i nieumiejętności.
Święci niczym nasze marzenia określają te stany, których osiągnąć samodzielnie nie potrafimy.
Święci są jak prawo wspólnoty, które gwarantuje stałość dobra przy nieokreślonym złu.
Święci są dla nas i przez nas wytworzeni.
Ludzkie zmagania w końcu i tak lądują w myślach o katastrofie, nieuniknionej katastrofie istnienia. Wizja tragicznego końca powstrzymuje życie, choć nie gwarantuje śmierci. W histerycznych wyrzeczeniach przybliżamy się złu, w które wierzymy, że bliższe jest człowieczeństwu niżli dobro.
I tak układamy świat ze świętych i złoczyńców, martwych i pamiętanych, niedoścignionych i szaleńców. Choć gorliwe wierzymy, że nie ma dobra w ogóle i nie ma zła w ogóle.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.