Werdykt 24. Konkursu o Złotego Yoricka

Tegoroczny Konkurs o Złotego Yoricka rozstrzygnięty – tym razem bez nagród

Znamy werdykt „Konkursu na najlepszą polską inscenizację dzieł dramatycznych Williama Szekspira oraz utworów inspirowanych dziełami Williama Szekspira w sezonie 2016/2017”. W tym roku Konkurs zakończony został już po pierwszym etapie.

Dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego prof. Jerzy Limon oraz selekcjoner Konkursu Łukasz Drewniak postanowili nie nagradzać żadnego ze spektakli zakwalifikowanych do 24. edycji Konkursu o Złotego Yoricka. Tym samym żaden z konkursowych spektakli nie zostanie zaprezentowany w ramach 21. Festiwalu Szekspirowskiego, który odbędzie się w dniach 28 lipca – 6 sierpnia 2017 roku w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

W tegorocznej edycji Konkursu o Złotego Yoricka wzięło udział 7 spektakli z teatrów z całej Polski:

Teatr im. W. Horzycy w Toruniu ze spektaklem – „Poskromienie Złośnicy” w reż. Justyny Celedy
Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy ze spektaklem – „Makbet” w reż. Lecha Raczaka
Teatr  Lalki i Aktora w Wałbrzychu ze spektaklem –  „OFELIA I HA” w reż. Grzegorza Grecasa
Teatr Dormana w Będzinie ze spektaklem – „Dwóch Szlechetnych Krewnych” w reż. Gabriela Gietzky’ego
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu ze spektaklem – „Tragedia Coriolanusa” w reż. Marty Streker
Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie ze spektaklem – „Ryszard III” w reż. Piotr Ratajczak
Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie ze spektaklem – „Hamlet” w reż. Piotr Waligórski

„Spektakle, które oceniałem w tegorocznym Konkursie o Złotego Yoricka, miały swojej atuty; niejednokrotnie zaskakiwały szczegółem i ujęciem tematu, frapująco uruchamiały zespół aktorski. Mogły być ważnym debiutem reżysera albo pierwszym podejściem do Szekspira w bogatej biografii artystycznej innego twórcy, manifestem ambicji lokalnej sceny, gestem odwagi repertuarowej.” – pisze w podsumowaniu do werdyktu Łukasz Drewniak, selekcjoner Konkursu o Złotego Yoricka.

„Tradycja Festiwalu Szekspirowskiego i Konkursu o Złotego Yoricka podpowiada jednak kontekst ważniejszy, niż te wymienione wyżej. Yoricka zdobywają spektakle noszące w sobie tak zwany gen festiwalowy. Realizacje przełomowe –  w bardzo szerokim sensie tego słowa. Te, które w jakiś sposób rozmawiają z dziełami teatralnymi z przeszłości. Poprzedni laureaci gdańskiej nagrody ustawili bowiem poprzeczkę jakości i innowacyjności na określonym poziomie. I dlatego ewentualnie najlepszy szekspirowski spektakl sezonu nie zawsze jest automatycznym kandydatem do elitarnego grona przedstawień uwieńczonych Złotym Yorickiem. Ale może być kandydatem do wyróżnienia. (…)

Laureat Złotego Yoricka ma być spektaklem eksportowym i przełomowym zarazem, głębokim interpretacyjnie, innowacyjnym formalnie i gorącym politycznie w jednej chwili. Takie spektakle nie rodzą się na pstryk, nie chodzą tyralierą i bywa, że zdarzy się sezon, w którym nie uda się znaleźć nawet trzech kandydatów do takiego miana, nawet jednego.

A taki był ten sezon.” – wyjaśnia Łukasz Drewniak.

 

O Konkursie:

„Konkurs na najlepszą polską inscenizację dzieł dramatycznych Williama Szekspira oraz utworów inspirowanych dziełami Williama Szekspira” (w skrócie: Konkurs o Złotego Yoricka), odbywa się nieprzerwanie od 1994 roku i stanowi swoiste podsumowanie polskich szekspirowskich realizacji danego sezonu artystycznego.

W ramach Konkursu swoje realizacje pokazywali najwięksi polscy reżyserzy, jak: Krzysztof Warlikowski, Maciej Prus, Maja Kleczewska, Grzegorz Wiśniewski, Monika Pęcikiewicz, Jan Klata, Krzysztof Garbaczewski, Agata Duda-Gracz. Spektakle nagrodzone w Konkursie (główną nagrodą jest Złoty Yorick) prezentowane są podczas Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku.

 

Raport Łukasza Drewniaka, selekcjonera Konkursu o Złotego Yoricka
w sezonie 2016/2017
 

Mam dla państwa arcyniemiłą wiadomość – Złotego Yoricka w tym sezonie nie będzie.

W 24. edycji Konkursu o Złotego Yoricka wzięło udział 7 przedstawień premierowych z sezonu 2016/2017, zrealizowanych w polskich teatrach do 4 czerwca bieżącego roku. O połowę mniej, niż w minionym sezonie, kiedy to obchodziliśmy 400 rocznicę śmierci Williama Szekspira.

Okrągłe daty i jubileuszowe edycje festiwali zawsze mobilizują polskie teatry, mają także znaczący wpływ na frekwencję. Wszyscy próbujemy zamanifestować, jak bardzo Szekspir czy inny klasyczny autor jest dla nas ważny, żywy, potrzebny. Z Szekspirem akurat nie trzeba nic udawać, bo jego twórczość nadal objaśnia rzeczywistość, Polskę i teatr. Ale wnikliwy obserwator życia teatralnego z łatwością dostrzeże wyraźne tąpnięcie – polskie sceny szarpnęły się i wykosztowały na realizacje szekspirowskie w zeszłym sezonie, w związku z tym obecny zmienił się w obszar przyczynku i kontynuacji.

Mówiąc wprost i nieco okrutnie: w sezonie 2016/2017 nie powstał ani jeden spektakl, który mógłby konkurować z pierwszą trójką, ba – nawet pierwszą szóstką przedstawień-finalistów zeszłorocznego Konkursu na Złotego Yoricka. Przypomnę, że w poprzedniej edycji triumfował „Juliusz Cezar” w reżyserii  Barbary Wysockiej z Teatru Powszechnego w Warszawie, jury oceniło go wyżej niż „Burzę” Anny Augustynowicz ze szczecińskiego Teatru Współczesnego i „Hamleta” Krzysztofa Garbaczewskiego z Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Te trzy realizacje były prezentowane w Gdańsku podczas XX Festiwalu Szekspirowskiego. W rankingu selekcjonerskim kolejne miejsca zajęły wówczas „Król Lear” Jędrzeja Piaskowskiego z Teatru Nowego w Poznaniu, „Miarka za miarkę” Pawła Szkotaka z Teatru Powszechnego w Łodzi i „Po burzy” Agaty Dudy-Gracz z wrocławskiego Capitolu.

Spektakle, które oceniałem w tegorocznym Konkursie o Złotego Yoricka, miały swojej atuty, niejednokrotnie zaskakiwały szczegółem i ujęciem tematu, frapująco uruchamiały zespół aktorski. Mogły być ważnym debiutem reżysera albo pierwszym podejściem do Szekspira w bogatej biografii artystycznej innego twórcy, manifestem ambicji lokalnej sceny, gestem odwagi repertuarowej.

Tradycja Festiwalu Szekspirowskiego i Konkursu o Złotego Yoricka podpowiada jednak kontekst ważniejszy, niż te wymienione wyżej. Yoricka zdobywają spektakle noszące w sobie tak zwany gen festiwalowy. Realizacje przełomowe –  w bardzo szerokim sensie tego słowa. Te, które w jakiś sposób rozmawiają z dziełami teatralnymi z przeszłości. Poprzedni laureaci gdańskiej nagrody ustawili bowiem poprzeczkę jakości i innowacyjności na określonym poziomie. I dlatego ewentualnie najlepszy szekspirowski spektakl sezonu nie zawsze jest automatycznym kandydatem do elitarnego grona przedstawień uwieńczonych Złotym Yorickiem. Ale może być kandydatem do wyróżnienia.

W konkursowe szranki stanęły tym razem następujące ośrodki teatralne: Teatr Bałtycki w Koszalinie, Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie, Teatr Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, Teatr Wilama Horzycy w Toruniu, Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, Teatr im. Jana Dormana w Będzinie, Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu. Reżyserowali: Lech Raczak, Piotr Ratajczak, Piotr Waligórski, Gabriel Gietzki, Grzegorz Grecas, Marta Streker, Justyna Celeda. Otrzymaliśmy po jednym „Makbecie”, „Ryszardzie III” i „Koriolanie”, dwie wersje „Hamleta” i tylko jedną komedię – „Poskromienie złośnicy”.

Piotr Ratajczak umieścił swojego „Ryszarda” w sterylnym świecie celebrytów i plastikowych polityków, Piotr Waligórski przeniósł akcję „Hamleta” o tysiąc lat w przyszłość i w kosmos, Lech Raczak studiował „Makbeta” jako czyśćcową powtórkę dla dusz oprawców, piekło nawracających morderstw i gestów przemocy. Justyna Celeda w „Poskromieniu złośnicy” podmieniła świat ojców i starców, mających kasę i władzę, na krąg matek i opiekunek, a scenerią walki z Kasią i o Kasię stał się hotelowy moloch jak z filmu Wesa Andersona. Ofelia i Hamlet z przedstawienia Grzegorza Grecasa znaleźli się w rupieciarni pamięci Horacego, zmuszeni sami odgrywać dramat sprzed lat, animujący lalki i siebie nawzajem w ponurym rytuale inicjowanym przez tego, który przeżył, tego, który pamięta.

Standardy festiwalowe zostały wyśrubowane wysoko. Nie od dziś wiadomo, że dwadzieścia dotychczasowych edycji Festiwalu Szekspirowskiego, i osobiście profesor Jerzy Limon, wychowali niezwykłą publiczność – widzowie pamiętają tu realizacje sprzed wielu lat, widzieli po kilkanaście wybitnych wersji najsłynniejszych tragedii i komedii Stratfordczyka. Jest to grupa wymagająca, nie zadowalająca się sukcesem spektaklu w skali lokalnej. Laureat Złotego Yoricka ma być spektaklem eksportowym i przełomowym zarazem, głębokim interpretacyjnie, innowacyjnym formalnie i gorącym politycznie w jednej chwili. Takie spektakle nie rodzą się na pstryk, nie chodzą tyralierą i bywa, że zdarzy się sezon, w którym nie uda się znaleźć nawet trzech kandydatów do takiego miana, nawet jednego.

A taki był ten sezon.

 

Werdykt i podsumowanie:

W ramach 24. edycji Konkursu Złotego Yoricka Gdańskiego Festiwalu Szekspirowskiego selekcjoner wnioskuje o nieprzyznanie głównej nagrody.

Zwraca jednak szczególną uwagę na dwa spektakle: „Dwóch szlachetnych krewnych” w reżyserii Gabriela Gietzkiego z Teatru Dormana w Będzinie i „Tragedię Coriolanusa” w reżyserii Marty Streker z Teatru Bogusławskiego w Kaliszu. Oba przedstawienia zasługują na gościnną prezentację w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim w nadchodzącym sezonie artystycznym 2017/2018.

Najoryginalniejszym wyborem repertuarowym konkursu byli „Dwaj szlachetni krewniacy”, prapremiera polska niedawno odkrytej sztuki spółki William Szekspir/John Fletcher. Gabriel Gietzki zaadaptował ją na potrzeby teatru lalkowego i teatru cieni, zaakcentował kostium starożytnej Grecji i pokazał jakby inną opowieść z ateńskiego lasu. Znów, jak w „Śnie nocy letniej”, przechadza się po nim Tezeusz z Hipolitą, miejscowi rzemieślnicy szykują dla swego władcy amatorskie przedstawienia, a dwaj zakochani młodzieńcy z Teb rywalizują o względy pięknej ateńskiej dziewczyny z książęcego rodu. W Będzinie młody zespół brawurowo animuje wycięte z kartonu lalki, sprawnie opowiada historię szlachetności i uporu. Adresatem sztuki jest tak zwany widz młodzieżowy, dla którego mniej istotne wydają się być szekspirowskie paralele i powtórki fabularne, liczy się przejrzystość samej opowieści. A ta – mimo udanej adaptacji – nie jest łatwa do streszczenia. W końcu więcej w „Dwóch szlachetnych krewniakach” Fletchera niż Szekspira. W pamięci widza zostaje absolutnie błyskotliwy bon mot Hipolity, przetłumaczony przez Annę Wojtyś, godzien zaiste szekspirowskich parafraz Stanisława Barańczaka: „Niby prości ludzie a tańczą krzywo”.

Warto docenić pracę Marty Streker nad „Tragedią Corionalusa” w Kaliszu. Przede wszystkim dlatego, że, unikając politycznych aluzji, reżyserka-debiutantka skupiła się na prezentacji mechanizmu działania demokracji. W jej spektaklu czwórka obywateli-plebejuszy toczy na tle wielkich ruchomych schodów, sztandarowego szekspirowskiego rekwizytu sprzed kilku dekad, brutalną walkę z patrycjuszami. To spór o sens wojny, o sposób wyłaniania przywódcy, charakter relacji miedzy liderem a tłumem. W adaptacji nie giną rzymskie detale i realia, obserwujemy stopniowe zatracanie się bohatera wojennego w politycznych trybach, w machinie racji i korzyści, w teatrze pozoru i frazesu. Pięknie wybrzmiewa tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego. Z główną linią interpretacyjną „Koriolana” kłoci się nieco wątek autotematyczny w przedstawieniu – napięcie na linii aktor-rola; rywalizacja Wolsków z Rzymianami, Aufidiusza z Coriolanusem, zbyt banalnie zmienia się w spór między aktorami o to, kto gra główną rolę. Historia skruszonego zdrajcy Rzymu zostaje przerwana w najciekawszym momencie – przed decyzją o odstąpieniu od oblężenia miasta przez Coriolanusa. Aktor grający Aufidiusza po prostu mówi bohaterowi (cytuję niedosłownie, ale kontekstowo) – Leszku, nie mów już tego monologu, skończyliśmy spektakl.

Gdyby w Konkursie o Złotego Yoricka nagradzać można było nie tylko przedstawienia, ale także osobowości aktorskie, wnioskowałbym o docenienie kreacji Bożeny Remelskiej jako Volumni i Lecha Wierzbowskiego jako Coriolanusa z Teatru Bogusławskiego w Kaliszu, Ireneusza Pastuszaka jako Klaudiusza z Teatru Solskiego w Tarnowie, Katarzyny Kłaczek – Ofelli  z Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu, Mirosława Guzowskiego – Petruchia i Julii Sobiesiak – Bianki z Teatru Horzycy w Toruniu.

 

Łukasz Drewniak, Selekcjoner 24. Konkursu o Złotego Yoricka

Dodaj komentarz