Śpiewać każdy może nieformalnie

Relacja z Pierwszego  Nieformalnego Festiwalu Piosenki Aktorskiej, który otworzył Letnią Scenę BOTO w Sopocie.

 

Śpiewać każdy może nieformalnie

Piotr Wyszomirski

 

Pojęcie sezonu teatralnego skończyło się już dawno i aktorzy grają cały rok albo dłużej, ale na Wybrzeżu całoroczna intensywność  doznań scenicznych jest wyjątkowa. Od Helu, poprzez Juratę, Gdynię, Sopot, Gdańsk po Pruszcz Gdański, by wymienić te największe, rządzą sceny letnie. Najoryginalniejsze otwarcie miała z pewnością Scena Letnia Teatru BOTO w Dworku Sierakowskim w Sopocie i to z niejednego powodu.

Społeczność BOTO, którą tworzą głównie artyści związani z  Teatrem Wybrzeże oraz ich przyjaciele i satelici, coraz pewniej stąpa po trójmiejskim gruncie i od początku odznacza się oryginalnością. BOTOwcy są chyba mniej pretensjonalni, luźniejsi, a na pewno dowcipni. Mimo, a może właśnie w związku ze sztuką uprawianą na co dzień (generalnie łamanie się z aniołami i kilka innych, ważnych spraw), swoją scenę letnią BOTO postanowiło otworzyć na wesoło. 11 lipca 2013 roku miał miejsce Pierwszy Nieformalny Festiwal Piosenki Aktorskiej, w którym wystąpiło trzynaścioro śpiewających z różnym rodowodem.

Zobacz program Letniej Sceny BOTO

Zaczęło się  okrutnie. Festiwalowi wykonawcy postanowili po raz pierwszy chyba wspólnie wykonać song „We Are the World”, potem było już lepiej, a kilka razy zaskakująco ciekawie. Zaskakująco, bo wszyscy zebrani przyjęli lekką konwencję wieczoru, wiedząc, że wykonywane utwory często są raczej improwizacją, niż dopracowaną prezentacją sceniczną. Zaczął człowiek o dwóch imionach, czyli James Malcolm, a zaraz po nim brawurowo wystąpiła Anna Kaszuba, która niedawno wzmocniła ekipę Adama Orzechowskiego. Trzeci w kolejności pojawił się Grzegorz z Rzeszowa, w którym mimo zarostu rozpoznano Marka Tyndę. Po nim zapanowała nad publicznością, z której jako ofiarę wybrała sobie Krzysztofa Kuczkowskiego, Lady VV, czyli Karolina Piechota:

Pomysłową interpretację utworu do własnych słów przedstawił Patrycjusz Dziczek. Młody mecenas sztuki, prowadzący na co dzień, czy raczej na co wieczór Młodego Byrona, przedstawił całościową i dopracowaną koncepcję wykonawczą, co może i powinno owocować kolejnymi próbami, a po nim dwa mocne uderzenia. Najpierw  zawładnęła przestrzenią gwiżdżąca, rzucająca kartami i krówkami, przebrana w worek pokutny firmy Chanel niezwykła Zofia Nather, a potem zwyciężył Włodzimierz Bąkz Wejherowa. Presleyowaty szansonista z miasta misterników i Masłowskiej  to kolejne wcielenie przeżywającej świetny okres Justyny Bartoszewicz, która kiedy nie jest kobietą, a jest przecież kobietą piękną, święci wielkie triumfy(„Podróże Guliwera” i „Życie jest snem”, w którym zauważył ją Jacek Sieradzki w najnowszej recenzji w „Zwierciadle”).

Grzegorz Sierzputowski podniósł przy okazji ważny dla naszej cywilizacji problem diastemy (podobno teraz jest sexy), a liczne oklaski zebrał Adam Nalepa, przebrany w strój reżysera, czyli szal. Sylwia Góra Weber niczym Wincenty Pstrowski wykonała 526% normy i miała jeszcze siłę na przypomnienie tej naszej młodości. Krzysztof Grabowski, coraz mocniej instalujący się w Trójmieście znany monodramista, przeniósł na lody sytuację znaną nam wielokrotnie z dramatów butelkowych (któż nie zlizywał alkoholu z asfaltu czy podłogi, gdy pękła butelka?), Joanna Czajkowska zatańczyła śpiewająco, a całość zamknął Robert Ninkiewicz, z którym duża część publiczności odśpiewała „Czterech pancernych”. Śpiewakom akompaniował Andrzej Żylis, znany kompozytor muzyki teatralnej (m.in. długoletnia współpraca z Adamem Hanuszkiewiczem).

 

Najważniejszą rolę biustonosza (niby niepotrzebny, a wszystko trzymał) odegrał prezes BOTO Tomasz Weber, który będąc na antenie łączył w twórczy sposób wdzięk Ryszarda Ochódzkiego z elementami savoir vivre’u i sprawności sytuacyjnej Franka Drebina z „Nagiej broni”. Dzięki prezesowi Weberowi mogliśmy poznać głęboko skrywaną tajemnicę narodzin Krystyny Łubieńskiej. Wybitna aktorka, której zafascynowany losami Benjamina Buttona Adam Nalepa powierzył ostatnio rolę 14-letniej dziewczyny, urodziła się w… warsztacie. Wiemy już, skąd ta żywiołowość pani Krysi.

Ogólnie było pysznie. Kontrolowany jak w kabarecie chaos z dodatkiem niezwykłej dezynwoltury, która radośnie zgłaszała predylekcje do poruszania się na pograniczu kiczu, korespondował ze swobodnym zachowaniem miejscowego patrycjatu (nie tylko lekko dzikiego).Kto wie, być może już niedługo obecność na takich zdarzeniach jak imprezy BOTO będzie równie oczywista jak niegdyś pojawienie się na urodzinach Lecha Wałęsy, a nawet, zachowując teatralne realia, obiady u arcybiskupa Gocłowskiego, po których wszystko stawało się jakby oczywiste. Niektórzy to już wiedzą, niektórzy przeczuwają, a jeszcze inni nie mogą się doczekać.

Zobacz zdjęcia w galerii

Pierwszy Nieformalny Festiwal Piosenki Aktorskiej, Dworek Sierakowskich, Sopot, 11 lipca 2013.

Źródło: Gazeta Świętojańska

Dodaj komentarz