Jacek Sieradzki o tegorocznym R@Porcie

Oficjalnie i prywatnie o nadchodzącej XI edycji Festiwalu Sztuki Współczesnej R@Port.

Pełny PROGRAM

Jest mi niezwykle miło, że mogę Państwa zaprosić do udziału w jedenastej edycji R@Portu. Spotkamy się w ostatnim tygodniu maja 2016 roku. Przez chwilę wydawało się, że nastąpi to dopiero w roku 2017. Włodarze Gdyni mocno zastanawiali się, czy nie należy festiwalu organizować w trybie biennale. Na szczęście teatralny rok 2014, którego dorobek pokazywaliśmy podczas poprzedniej edycji, wypadł na tyle ciekawie, że przekonał gospodarzy miasta – a mam nadzieję, że i Państwa również – iż warto spotykać się co roku. Przed nami teraz zadanie utrwalenia tego pochlebnego przekonania.
Zapraszam więc do śledzenia R@Portu za 2015 rok. Przy czym zastrzegam się: ścisłe ramy czasowe dotyczą w tej edycji wyłącznie jej części konkursowej. Przy projektowaniu innych punktów programu tu i ówdzie wykraczamy poza owe dwanaście miesięcy, by móc pełniej zobrazować te zjawiska sceniczne, które zdały się nam szczególnie godne prezentacji.

Klamrę, w którą ujęty jest program, pozwoliłem sobie nazwać Śląski blues. Punktem wyjścia była „Morfina”, katowicki spektakl, którego nie udało się przywieźć do Gdyni rok temu, a który wciąż pozostaje atrakcyjny, także w świetle późniejszych osiągnięć inscenizatorki, Eweliny Marciniak. Gdy pojawiła się szansa prezentacji „Morfiny” w tym roku – nie bez kłopotów, to spektakl pełen specyficznych wymagań, zobaczycie Państwo sami – zaczął mi kiełkować w głowie szerszy pomysł. Otóż Robert Talarczyk, szef Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego w Katowicach od 2013 roku, tematem przewodnim swej dyrekcji uczynił badanie, oglądanie i opukiwanie ze wszystkich stron tożsamości Ślązaków. Przyglądanie się jej meandrom historycznym, jej odrębności, jej kompleksom, wielkościom i śmiesznostkom. Postawił społeczności, w której sam żyje, cudowne teatralne lustro – cudowne bo pozwalające przeglądać się pod bardzo różnymi kątami, niekiedy odjeżdżającymi w szalony kosmos. Zaczął swoim własnym przedstawieniem, „Piątą stroną świata”, adaptacją autobiograficznej powieści Kazimierza Kutza, od którego dostał błogosławieństwo na grzebanie się w śląskich sprawach. Potem była cała seria spektakli, wśród nich „Morfina” według powieści Szczepana Twardocha, czy „Skazany na bluesa”, rzecz o Ryśku Riedlu, liderze zespołu Dżem, włożona w niesamowite ramy malarskiej wyobraźni śląskich prymitywistów. Dochodziły kolejne tytuły.
A potem Talarczyk postanowił serię… zamknąć, uznając że nie ma co ciągnąć jej na siłę w nieskończoność. „Western” Artura Pałygi, opowieść o Ślązakach wędrujących za chlebem do Ameryki, której premiera odbyła się jesienią 2015, został zaanonsowany jako ostatni spektakl Teatru Śląskiego o Śląsku. Przynajmniej na razie.
Chcielibyśmy zatem, wspólnie z gośćmi z południa, pokazać Państwu domknięty projekt scenicznego penetrowania wyrazistej, mocnej kultury, ciężko doświadczonej przez historię, nieprawdopodobnie witalnej, a jednocześnie tkwiącej po uszy w krępujących stereotypach, czasem grzęznącej w przaśnym samozadowoleniu. Naraz uskrzydlonej – i dupowatej jak mawia Kutz, jedyny, który ma prawo do takich określeń. „Morfina” i „Skazany na bluesa” otworzą i zamkną festiwal, a w niedzielne popołudnie 29 kwietnia, przed Bluesem zapraszamy na audiowizualną prezentację dorobku katowickiego teatru ostatnich lat i na debatę z udziałem twórców o blaskach i cieniach, sukcesach i niepowodzeniach tego śląskiego portretu wielokrotnego. Z którego i mieszkańcy innych krain, niechby i z drugiej strony Polski mogą się wiele o sobie – tak, tak, o sobie dowiedzieć.

Najważniejszy dla festiwalu jest Konkurs. Sprawozdanie z życia nowego polskiego dramatu na scenach w roku 2015. Jakież było owo życie? Przede wszystkim różnorodne. Obejrzałem prawie wszystko, co się w tym czasie wykluło – i byłbym, proszę mi wierzyć, w olbrzymim kłopocie, gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, jaka była ta dramaturgia, jakie w niej dominowały tendencje, zjawiska, kierunki. Bo właśnie nie dominowało nic. Nie było jednego kierunku, wyglądało, jakby twórcy rozbiegli się na wszystkie strony i każdy szukał własnej ścieżki. Taki będzie tegoroczny zestaw konkursowy: skrajnie zróżnicowany. Estetycznie, formalnie, tematycznie, światopoglądowo. Będziemy mieli potężne widowiska i spektakle, by tak rzec, minimalistyczne, gorące emocjonalnie i ujęte w karby ścisłej formy, produkty wielkich przedsiębiorstw teatralnych i skromniutkich offowych scen. Każde z innej parafii. Tylko brać i przebierać, oglądać i oceniać. Bo przypomnę: jedną nagrodę festiwalu daje profesjonalne jury, a drugą szanowni Państwo. Widzowie. Najprostszą metodą: jeśli się podobało, trzeba wychodząc wrzucić to, na co się weszło: zaproszenie, bilet wejściówkę, do urny przy drzwiach. I głos na Nagrodę Publiczności oddany.
Będzie siedem tytułów w konkursie. Z teatrów lepiej i gorzej znanych, lecz niech nie ich sława, proszę, kieruje Państwa wyborami. Jurorzy zeszłorocznego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej główną nagrodę podzielili na dwoje: połowę dali Staremu Teatrowi za „Nie-Boską” Demirskiego, połowę Czytelni Dramatu z Lublina za „Onego” Guśniowskiej. I cieszyli się, że świetne spektakle mogą powstać i na największych, i na najmniejszych scenach Polski. Cieszyłem się razem z nimi. „Nie-Boską” mieliśmy na zeszłorocznym R@Porcie, „Ony” będzie u nas w tym roku. Nie będzie za to paru stałych gości, odwiecznych faworytów konkursowych zmagań. Z różnych powodów: niektórzy pauzowali, inni po prostu mieli gorszy sezon. Jak w życiu.

Tak jak w zeszłym roku, czytania finalistów Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej toczyć się będą od poniedziałku do piątku przed zmaganiami konkursowymi. Zawsze o 16.45 godzina (z lekkim hakiem) aktorskiej lektury, potem rozmowy z autorami finałowych tekstów. Sprawdziła się nam ta formuła w zeszłym roku; mamy nadzieję, że liczba zainteresowanych obserwatorów będzie wzrastać. Potem będą spektakle na dużej scenie, w Imce lub w Muzycznym, po spektaklu rozmowy z autorami i reżyserami, ciągnące się długo w ciepłą (oby!!!!!!) noc majową. W sobotę 28 maja nie będzie już czytania sztuk Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, będą za to dwa spektakle konkursowe. A w niedzielę ogłoszenie nagród: Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, Alternatywnej Nagrody Dramaturgicznej, którą przyzna pięcioosobowe jury teatromanów wyłonione w ramach specjalnego castingu, Grand Prix Festiwalu i Nagrody Publiczności.

Sprawdził się nam także w ubiegłym roku R@Port Familijny. To znaczy, bądźmy szczerzy, frekwencja na spektaklach dla dzieci (i rodziców) jeszcze nie była zachwycająca, ale ci, co byli, dzielili się potem z innym swoim zauroczeniem lekkimi, mądrymi, niebłahymi spektaklami, na których z czego innego śmieją się dzieci, z czego innego dorośli, ale wszyscy są pospołu zadowoleni. Fama się rozeszła, jak słyszę organizatorzy festiwalu byli już – ku swemu szczęściu – podpytywani, czy Familijny znowu będzie. To piękne świadectwo mocy i skuteczności tej gałęzi współczesnej polskiej dramaturgii, której R@Port chce się przyglądać i ją przedstawiać na równi z innymi gatunkami.
W zeszłym roku prezentowaliśmy nowoczesne propozycje dramaturgiczne dla najmłodszych i ich starych, pióra Marty Guśniowskiej i Marii Wojtyszko, tegoroczny Familijny bierze we władanie Malina Prześluga. Pokażemy jej „Smoki”, rzecz równie, myślę przewrotną, jak zeszłoroczne „A niech to gęś kopnie” Guśniowskiej, zagra Teatr Maska z Rzeszowa. A Centrum Sztuki Dziecka z Poznania przedstawi dwa odcinki cudnie inteligentnej słowotwórczej zabawy „Chodź na słówko”. Przypominam: te przedstawienia obliczone są na wspólną, familijną zabawę młodych i ich opiekunów. Są po prostu fajną nauka fajnego teatru.

A dla całkiem już wyrosłych z dziecinady widzów mamy w planie jeszcze jedną atrakcję, tym razem późnowieczorną. Stand-up. Co to jest, wiadomo: forma krótkiego występu jednego aktora, kabaretowego monologu, kierowanego bezpośrednio do publiczności, czasem ją zaczepiającego. Teatr Dramatyczny im. Szaniawskiego w Wałbrzychu wpadł na pomysł wykorzystania tej formuły do zabawy literackiej: monologują przed nami w poetyce nieco anarchicznej gadaniny znane postacie. A to Szymborska, a to Rymkiewicz, a to, było nie było Jezus Chrystus. Wałbrzyszanie przygotowali dwa takie programy – drugi w koprodukcji z krakowską Łaźnią Nową – i przedstawią je widowni R@Portu w dwa wieczory o 22.
Zainteresowanym tym niezwykle oryginalnym pomysłem, którzy, mam nadzieję, stawią się licznie w Teatrze im. Gombrowicza – a, zapomniałem, Gombrowicz też jest bohaterem jednego z monologów – trzeba na wszelki wypadek przypomnieć, że stand-up ma swoje prawa. Bywa niegrzeczny, prowokacyjny, bywa cokolwiek wulgarny. Cokolwiek niesmaczny. Ale to tylko szczypta pieprzu w porządnej literackiej sałatce. Nic mnie tak nie ucieszyło jak wiadomość, że dokonująca pierwszej selekcji komisja artystyczna Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej – która wcale nie wiedziała, że mam zamiar zaprosić wałbrzyskie przedstawienia – zakwalifikowała jego scenariusz, autorstwa Jacka Kozłowskiego, do półfinałowej czterdziestki. Do finału utwór się co prawda jeszcze nie wdarł, ale może to tylko kwestia czasu? Forma jest tak nieoczekiwana…
Mam nadzieję, że gry literackie w postaci kabaretowych monologów, inteligentne zabawy dla całych familii, śląskie motywy będące kanwą zupełnie nieoczekiwanych widowisk, pięć ważnych współczesnych tekstów dramatycznych i siedem konkursowych inscenizacji polskiej dramaturgii – że wszystko to złoży się na ciekawy majowy tydzień pełen zaskoczeń i niespodzianek. Jeśli się tak stanie, XI Festiwal Dramaturgii Współczesnej spełni swą rolę – bo dostarczaniu gdyńskim widzom takiej właśnie różnorodnej, kolorowej piguły artystycznej winien przede wszystkim nasz R@Port służyć.
Zapraszam.
Jacek Sieradzki

Za: Teatrem Miejskim

Dodaj komentarz